08 - 04 - 2026
E-biznes i jego trzy nasiona
Fot. Pixabay

E-biznes i jego trzy nasiona

Ludzie, którzy dzielą się wiedzą, są jak siewcy. Rozrzucają nasiona, z których zawsze może coś wykiełkować. To zdanie podzielają Kasia Nowacka i Marta Tysowecka, czyli… Greendea.

 

 

Podobnie jak w ogrodzie, tak i w biznesie – to, co zasiejemy, może w przyszłości przynieść plon.

W tym artykule chcemy podzielić się trzema „nasionami”: myślami, które wynikają z doświadczeń we współpracy z kilkudziesięcioma przedsiębiorstwami z naszego sektora.

 

 

#1. Nasiono pierwsze – planowanie działań (cykl PDCA)

 

 

Najczęstszy grzech w firmach ogrodniczych? Działanie „bo trzeba”. Post na Facebooku, promocja „bo coś zalega”, newsletter „bo czwartek”.

Problem w tym, że nikt nie sprawdza, czy to faktycznie działa.

 

Prostym rozwiązaniem jest metoda PDCA – Plan, Do, Check, Act. To sposób myślenia, w którym każde działanie planujemy, realizujemy, weryfikujemy i – w zależności od efektów – kontynuujemy lub zmieniamy.

 

Przykład z centrum ogrodniczego: zamiast wrzucać przypadkowe posty, sklep opublikował serię wpisów z kodem rabatowym („HORTENSJA -10%”).

Po tygodniu sprawdzono, ilu klientów przyszło z hasłem i jak wyglądał ich koszyk zakupowy.

 

Wynik dał jasną odpowiedź na pytanie, czy na Facebooku są nasi klienci, czy tylko przypadkowi obserwatorzy i czy może to być nasze źródło komunikacji z realnymi klientami.

Takie same testy można zastosować w e-commerce (np. darmowa dostawa w najgorszy dzień sprzedaży) czy w usługach (np. uproszczony formularz kontaktowy).

Kluczowe jest nie to, by od razu wszystko poprawić, ale żeby dowiedzieć się, co działa, a co nie.

 

 

#2. Nasiono drugie – sprawdzanie konkurencji

 

 

W branży często spotykamy dwie skrajności – bezrefleksyjne kopiowanie konkurencji lub całkowite ignorowanie jej działań.

Tymczasem najrozsądniejsze jest podejście środka i traktowanie konkurencji jako źródła inspiracji i pomysłów.

Na co na przykład warto zwrócić uwagę u konkurencji:

  • progi darmowej dostawy,
  • formy promocji,
  • nowe funkcjonalności na stronie,
  • newslettery czy działania w mediach społecznościowych,
  • zasady zwrotów i reklamacji.

 

Jak zawsze mamy przykład. Zmiana karty produktu (która wcześniej mocno inspirowała się kartą konkurencji) zwiększyła współczynnik konwersji w sklepie o ponad 40%.

To z kolei przełożyło się na ponad milion złotych przychodu więcej tylko w jednym miesiącu aktualnego sezonu.

Nie chodzi o śledzenie każdego ruchu rywala, ale o to, by raz na jakiś czas „zajrzeć przez płot” i zobaczyć, co tam rośnie szybciej i dlaczego.

 

 

#3. Nasiono trzecie – ludzie

 

Nawet najlepsza strategia nie zadziała bez ludzi. W wielu firmach za cały marketing odpowiada jedna osoba. W efekcie newslettery wychodzą raz na dwa miesiące, opisy produktów są nieaktualne, a promocje robi się tylko wtedy, gdy coś zalega na magazynie.

Tymczasem zatrudnienie dodatkowej osoby – choćby na pół etatu – potrafi diametralnie zmienić wyniki.

 

Przykład? Jedna z firm, z którą pracujemy, przy bazie 2000 kontaktów wdrożyła automatyzacje mailowe.

Efekt? 9 tys. zł dodatkowego przychodu miesięcznie. W innej newslettery do większej bazy wygenerowały sprzedaż na 127 tys. zł w maju przy 8 godzinach pracy.

 

Nawet małe zmiany – np. nowe opisy 10 produktów – mogą dać 40% wzrost konwersji i dodatkowy 1000 zł miesięcznego przychodu (dane pochodzą z naszych wdrożeń na jednym ze sklepów, z którym pracujemy).

A to dopiero początek.

 

 

Na koniec chciałybyśmy podzielić się małym bonusem.

Wskazówkami, które mogą uchronić właścicieli firm przed stratą nawet kilku tysięcy złotych miesięcznie.

Jak mieć kontrolę nad współpracą z agencją marketingową?

 

 

 

Halupczokowie: Pracuś, czyli pasja pod serduchem

 

 

 

Agencja marketingowa i jej kontrola

 

 

Wielu przedsiębiorców korzysta z usług agencji marketingowych czy freelancerów, którzy zajmują się reklamami w Google Ads, Meta Ads (Facebook, Instagram) czy SEO.

Problem w tym, że nie zawsze wiadomo, za co dokładnie płacimy.

Z naszych doświadczeń wynika, że około 70% współprac kończy się rozczarowaniem. Dopiero pozostałe 30% to historie udane, w których specjaliści realnie pracują nad rozwojem biznesu klienta.

 

Nie chodzi nam absolutnie o to, żeby krytykować agencje, ale by uczulić firmy, aby same potrafiły trzymać rękę na pulsie.

Kilka prostych kroków pozwala sprawdzić, czy inwestycja w marketing rzeczywiście się zwraca:

 

  • Google Search Console – podstawowe darmowe narzędzie, które pokazuje efekty działań SEO i linki prowadzące do strony. Uwaga: specjalista SEO powinien udostępniać pełną listę linków pozyskanych za nasze pieniądze.
  • Historia działań na kontach reklamowych – w Google Ads i Meta Ads łatwo sprawdzić, czy kampanie są faktycznie obsługiwane. Jeśli przez miesiące nikt nie zaglądał na konto, to jest to poważny sygnał ostrzegawczy.
  • Pełne dostępy – przedsiębiorca powinien mieć zawsze dostęp do swoich kont reklamowych i analitycznych. W przeciwnym razie wraz z końcem współpracy przepada cała historia kampanii.
  • ROAS i COS – jeszcze przed startem działań warto ustalić, jaki zwrot z inwestycji (ROAS) jest akceptowalny, a poniżej jakiego progu kampania przestaje być opłacalna.

 

Greendea
Greendea: Marta Tysowiecka, Katarzyna Nowacka www.greendea.pl
przeczytaj inne artykuły tego autora
Wydrukuj
Zobacz podobne:

Inni przeczytali również: