05 - 10 - 2026
Gospodarstwo Szkółkarskie Ciepłucha: hodowla wymaga czasu i ostrej selekcji
Fot. P. Łuczak, Lider Biznesu Ogród

Gospodarstwo Szkółkarskie Ciepłucha: hodowla wymaga czasu i ostrej selekcji

Gospodarstwo Szkółkarskie Ciepłucha należy do największych producentów materiału szkółkarskiego w Polsce. Firma specjalizuje się przede wszystkim w roślinach wrzosowatych, borówce amerykańskiej, szczepionych roślinach iglastych oraz liściastych i różach. Prowadzi własne prace hodowlane. O tym, jak powstają nowe odmiany różaneczników i borówki, jakie cechy są dziś najważniejsze oraz jak zmieniają się technologie produkcji, rozmawiamy z Krzysztofem Kowalskim.

 

Krzysztof Kowalski: Gospodarstwo założył mój teść – Jan Ciepłucha i od ponad 40 lat jest wciąż związany ze szkółkarstwem. Rośliny są jego pasją, dlatego koncentruje się przede wszystkim na produkcji i założeniach parkowych w szkółce w województwie Zachodniopomorskim. W codziennym zarządzaniu gospodarstwem uzupełniamy się we troje – Jan, jego córka Anna Ciepłucha-Kowalska, która jest moją żoną, oraz ja.

My z Anną zajmujemy się w większym stopniu administracją, sprzedażą i organizacją pracy. Naszą bazą jest Konstantynów Łódzki. Drugą szkółkę mamy w Rzesznikowie koło Kołobrzegu. Ma bardzo dobre warunki dla różaneczników: bliskość Bałtyku zapewnia łagodniejszy i bardziej wilgotny klimat. Tam produkujemy większe ilości.

Konstantynów Łódzki leży natomiast w centrum Polski i jest dogodnym hubem logistycznym. Tutaj szczególnie dobrze rośnie borówka amerykańska. Łącznie mamy około 45 ha kontenerowni – około 15 ha w Konstantynowie Łódzkim i 30 ha w Rzesznikowie.

 

Chomik: skala dużej firmy, podejście firmy rodzinnej

 

 

Prace hodowlane nad różanecznikami prowadzicie od ponad 20 lat. Jak zmieniały się ich założenia?

 

K.K.: Cele hodowli zmieniały się wraz z klimatem. Początkowo najważniejsza była dla nas mrozoodporność. Wykorzystywaliśmy m.in. odporne odmiany fińskie i staraliśmy się połączyć ich odporność z ciekawą barwą kwiatów. Tak powstała seria królewskich różaneczników, obecna na rynku od ponad dekady, dobrze sprawdzająca się m.in. w Skandynawii i północno-wschodniej Polsce.

Dziś zimy są łagodniejsze, za to lata coraz częściej są suche i gorące. Dlatego selekcjonujemy siewki również pod kątem tolerancji suszy – najpierw w produkcji szkółkarskiej, a następnie w warunkach ogrodowych. Współpracujemy też z hodowcami z całego świata. Przykładem jest seria żółtych różaneczników stworzona przez doktora Piotra Murasa.

Żółte kwiaty są trudne do uzyskania, a te odmiany stosunkowo dobrze radzą sobie również przy suszy i większym nasłonecznieniu.

 

Gardenia 2026 – jubileuszowa edycja najważniejszych targów ogrodniczych w Polsce

 

 

Jak wygląda hodowla różaneczników w praktyce?

 

K.K.: Działamy klasycznie. Wybieramy rośliny rodzicielskie ze względu na cechy, które chcemy połączyć – atrakcyjny kwiat, zwarty pokrój, duży i ciemnozielony liść czy inne cechy dekoracyjne. Po zapyleniu otrzymujemy nasiona. Z jednego krzyżowania może powstać od kilkunastu do kilkuset młodych roślin. Wysiewamy je w kontrolowanych warunkach, w kuwetach i od początku prowadzimy selekcję.

Różanecznik powinien dobrze rosnąć, mieć zwarty pokrój i dużo atrakcyjnych kwiatów. Liczy się intensywna barwa, kontrastujące oczko, a także pełność lub półpełność kwiatów. Każda cecha, która wyróżnia nową odmianę na rynku, jest atutem.

Od wysiewu do kwitnienia mijają trzy–cztery lata. Jeśli znajdziemy interesującego selekta, zaczynamy go rozmnażać. Nowe odmiany wprowadzamy przez in vitro, a następnie na większą skalę produkujemy metodą mikrosadzonki. Później ponownie oceniamy, jak rośliny radzą sobie w szkółce, bo dobra odmiana musi nie tylko wyglądać, ale również dobrze się produkować.

Od nasiona do kwiatu mijają więc trzy–cztery lata, a następnie potrzeba kolejnych lat na rozmnażanie i ocenę. Lekko licząc, uzyskanie odmiany gotowej do wprowadzenia na rynek zajmuje pięć–sześć lat, jeśli wszystko przebiega pomyślnie. Co dwa–trzy lata wprowadzamy dwie–trzy nowe odmiany, ale poprzedza to ogromna selekcja.

 

Wynik krzyżowania nie zawsze jest zgodny z założeniami. Możemy oczekiwać ciemnoczerwonego kwiatu, a otrzymać jasnofioletowy. Ekspresja genów jest trudna do przewidzenia, dlatego hodowla wymaga doświadczenia, systematyczności i dużej liczby roślin oraz dużej dozy szczęścia Selekcja dotyczy również odmian już obecnych w ofercie.

W zeszłym sezonie wycofaliśmy około 40 odmian różaneczników. Nie były złe, ale uznaliśmy je za przeciętne. Chcemy oferować dobre rośliny i dobre odmiany.

 

 

Przygoda z borówką zaczęła się u Państwa nieco później. Jakie są jej główne cele?

 

K.K.: Tak, pracujemy nad borówką od około 15 lat. W tym roku po raz pierwszy zaoferowaliśmy klientom na skalę komercyjną cztery nowe odmiany. W tym przypadku cele hodowlane są mocno związane z potrzebami plantatorów.

Owoc powinien być twardy i jędrny, ponieważ przekłada się to na dobry shelf life, czyli możliwość dłuższego przechowywania, transportu i sprzedaży bez utraty jakości. Ważna jest również wielkość – duże owoce, tzw. jumbo, sprzedają się lepiej. Oceniamy też kolor, osypywanie się owoców i wydajność. Na plantacjach towarowych znaczenie ma także przydatność do zbioru mechanicznego. Owoce powinny dojrzewać możliwie równomiernie, aby można było efektywnie wykorzystać kombajn. W praktyce każda dodatkowa cecha jest kolejnym wymaganiem, które musi spełnić nowa odmiana.

 

Maciej Janku: celujemy w klientów rynku premium

 

Czy w hodowli borówki nowe technologie pozwalają skrócić ten czas?

 

K.K.: Rozwijają się metody wykorzystujące markery genowe. Pozwalają one potencjalnie określać takie cechy jak wielkość, twardość czy smak owocu jeszcze przed wejściem rośliny w fazę owocowania. Mogłoby to skrócić hodowlę o trzy–cztery lata.

Na dziś klasyczny proces nadal wymaga jednak czasu. Nasi klienci preferują nasadzenia otrzymane z mikrosadzonek. Jest to metoda prowadzona w warunkach niesterylnych, bez hormonów. Odpowiednio zjuwenalizowana roślina ma duży potencjał do ukorzeniania. Z jednej ukorzenionej sadzonki można uzyskać trzy–pięć kolejnych sadzonek.

Rośliny mateczne są następnie wykorzystywane do pobierania kolejnego materiału. Młode rośliny utrzymujemy w kontrolowanej temperaturze i wilgotności. Regularnie badamy je pod kątem wirusów i mutacji.

W przypadku borówki i innych roślin owocowych czystość odmianowa ma szczególne znaczenie. Nie chcemy, aby materiał był zanieczyszczony innymi formami.

 

 

Krzysztof Kowalski, Zielonym do Góry: o pasji do ogrodnictwa i biologicznej ochronie roślin

 

 

Jak wygląda Wasza struktura sprzedaży?

 

K.K.: W przypadku młodego materiału co najmniej 70 proc. trafia za granicę. Przy materiale dorosłym proporcje są odwrotne: około 60–70 proc. sprzedajemy w Polsce, a około 30 proc. za granicą.

Ważne są dla nas również bezpośrednie kontakty z klientami. Stąd pomysł na cojesienny Showroom. Pozwala on zobaczyć rośliny na żywo, porównać odmiany i ocenić jakość materiału. Zapraszamy klientów z całej Polski i krajów ościennych.

W ciągu trzech dni 12 szkółek współorganizujących Zielony ShowRoom może zaprezentować u nas dużą część swojego asortymentu. Dla klienta jest to wygodniejsze niż wybór wyłącznie na podstawie zdjęć w katalogu czy internecie. Otrzymujemy dobre informacje zwrotne, a dla nas jest to przede wszystkim sposób na skuteczną prezentację i sprzedaż roślin.

 

 

Jak na gospodarstwo wpłynęły pandemia i zamknięcie rynku rosyjskiego?

 

K.K.: Pandemia przyniosła branży ogrodniczej bardzo wysoki popyt. Ponieważ nasz cykl produkcyjny trwa około czterech lat, zwiększyliśmy produkcję. Podobnie zrobiło wielu innych producentów. Później na rynku pojawiła się nadwyżka materiału.

Problemem było również zamknięcie rynku rosyjskiego. Dla nas oznaczało to utratę około 10–15 proc. sprzedaży.

 

 

pH-metr, podstawowy przyrząd każdego rolnika, ogrodnika i sadownika

 

 

Jakie wymagania środowiskowe będą najważniejsze w najbliższych latach?

 

K.K.: Jednym z najważniejszych wyzwań będzie ograniczenie stosowania torfu. Torf jest bardzo dobrym podłożem produkcyjnym, ale jego pozyskiwanie budzi zastrzeżenia środowiskowe. Obecnie nadal w większości produkujemy na torfie, jednak część klientów już wymaga innych rozwiązań, dlatego testujemy alternatywy.

Podłoża beztorfowe są zwykle mniej chłonne. Oznacza to częstsze podlewanie, a także większe zużycie nawozów, ponieważ składniki pokarmowe łatwiej się wypłukują. Produkcja jest więc droższa. W naszych uprawach dobre rezultaty dają podłoża organiczne, m.in. mieszanki kokosa, trocin, kory, niewielkiej ilości torfu czy węgla brunatnego. Wymagają jednak odpowiedniego sterowania wodą i nawożeniem. Dużą wagę przykładamy do odzysku wody.

ie mamy jeszcze całkowicie zamkniętego obiegu, ale przy budowie nowych kwater odpowiednio kształtujemy spadki, aby woda trafiała do zbiorczych rowów i kanałów. Następnie ją odzyskujemy, filtrujemy i ponownie wykorzystujemy. Woda jest również zbierana przez rury drenarskie umieszczone 20–30 cm pod kwaterami.

W nawożeniu stosujemy głównie posypowo nawozy otoczkowane, a także fertygację. Problemem pozostaje jednak kurcząca się paleta dopuszczonych substancji aktywnych. Wycofywane są skuteczne zoocydy, dlatego trzeba szukać alternatyw.

Preparaty biologiczne nie zawsze dają jeszcze taki sam efekt, ale presja na ograniczanie chemicznej ochrony rośnie zarówno ze strony przepisów, jak i klientów. Nasze główne gatunki nie wymagają również intensywnego ogrzewania.

Tradycyjne sadzonkowanie prowadzimy głównie latem. Część mikrosadzonek pochodzących z laboratorium utrzymujemy zimą w temperaturze dodatniej.

 

 

Zanim trafił Pan do szkółkarstwa, bliższa była Panu elektronika i programowanie. Jak do tego doszło, że teraz jest Pan zapalonym ogrodnikiem?

 

K.K.: Zmiana stanu cywilnego przyniosła również zmianę zawodu. Dzięki niej mam możliwość pracy bliżej natury, co pod pewnymi względami jest lepsze niż praca wyłącznie przed komputerem.

Brak wykształcenia ogrodniczego jest oczywiście pewnym utrudnieniem. Łatwiej pracowałoby mi się, gdybym miał przygotowanie teoretyczne, ale nadrabiam w praktyce.

 

Krzysztof Kowalski o Szkółce Ciepłucha:

 Podstawowym kierunkiem są różaneczniki i azalie. Drugim filarem jest borówka amerykańska i inne rośliny owocowe. Produkujemy także magnolie, drzewa i krzewy szczepione, róże oraz szczepiony materiał iglasty. W styczniu 2026 roku oferta obejmowała 318 pozycji roślin wrzosowatych, 32 róże, 84 rośliny owocowe, 229 liściastych i 226 iglastych.

W materiale iglastym szczepionym mamy ponad 180 pozycji, w tym jodły, metasekwoje, modrzewie, sosny i świerki. Są tam również bardzo rzadkie odmiany, niektóre dostępne tylko w naszej szkółce. W połowie sierpnia w produkcji pracuje w obu szkółkach niecałe 60 osób w każdej, a w biurach nieco ponad 10.

Wiosną, przy największym spiętrzeniu prac, zatrudnienie wzrasta do około 160–170 osób.

Dr Piotr Łuczak – Lider Biznesu Ogród
Dziennikarz i ekonomista, specjalizuje się w polityce i ekonomice rolnej i ogrodniczej.   Redaktor naczelny serwisu Lider Biznesu Ogród, należącego do Agro Creative Agency & Media – agencji PR dedykowanej do obsługi rynku rolniczego, ogrodniczego i żywnościowego.   Pełni funkcję redaktora naczelnego portalu Agrokonsument.pl. Wcześniej szefował tytułom: Tygodnik Rolniczy, Profi i Agrarlex. Najdłużej pracował w top agrar Polska, w tym także na stanowisku z-cy redaktora naczelnego.  
przeczytaj inne artykuły tego autora
Wydrukuj
Zobacz podobne:

Inni przeczytali również: