Wyprzedzamy oczekiwania rynku – NAC

Podziel się

Paweł Molgo – przedsiębiorca i rajdowiec. Własnymi rękami zbudował od zera firmę, która w Polsce jest dziś jednym z głównych graczy na rynku urządzeń ogrodniczych i przejawia apetyt na podbój zagranicy.

W świecie biznesu radzi sobie równie dobrze, jak na trasach rajdów terenowych, na których wielokrotnie sięgał po tytuł mistrza Polski. 

Rozmawia: Marcin Fajerski

Los sprawił, że jubileusz 30-lecia firmy przyszło Wam świętować w trudnych czasach pandemii. Zanim porozmawiamy o roku 2021, opowiedz proszę jak z Twojej perspektywy wyglądał rok 1991, w którym założyłeś firmę NAC.

To były czasy transformacji ustrojowej w Polsce. Byłem wówczas kilka lat po studiach (ukończyłem inżynierię sanitarną i wodną na politechnice, idąc pod prąd rodzinnej tradycji pracy w „budowlance”) i szukałem pomysłu na życie, przyjmując, że raczej nie będę pracował w zawodzie. W czasie studiów blisko 2 lata spędziłem za granicą, gdzie mogłem podpatrzyć różne modele życiowe i przedsięwzięcia biznesowe. Nie miałem jednak ochoty emigrować i ostatecznie skupiłem się na rozkręcaniu interesu w Polsce. Zaczęliśmy od branży odzieżowej. Trwało to kilka lat, prowadziłem zakład dziewiarsko-krawiecki zatrudniający kilkadziesiąt osób, ale czułem, że tu nie ma przyszłości. Otwarcie granic, rozwój handlu zagranicznego, powstanie bazaru na Stadionie Dziesięciolecia sprawiły, że Polskę zalała tania odzież importowana z Azji, a rodzima produkcja stała się nieopłacalna. Gdy rozglądałem się za nowymi możliwościami, poznałem Amerykanina z polskimi korzeniami (choć nieznającego naszego języka), który szukał partnera handlowego w Polsce. Wspólnie zaczęliśmy się zastanawiać, czego u nas brakuje, a że był to początek lat 90. i brakowało dosłownie wszystkiego, mieliśmy tysiąc pomysłów na minutę. W roku 1991 wystawiliśmy się na targach w Poznaniu jako typowa firma import-eksport z całą gamą produktów, w której – jak dobrze pamiętam – przeważały akcesoria motoryzacyjne. Później jednak będąc na nartach w Austrii, wpadła mi w oczy nowinka techniczna, której w Polsce chyba nikt nigdy nie oglądał – maszyna do odśnieżania! Byłem pod jej ogromnym wrażeniem, uważałem, że nasi rodacy zachwycą się pomysłem i jeśli sprowadzę ją do kraju, ustawią się po nią kolejki. Zamówiłem pierwszy kontener, nadeszła zima i… Nie sprzedałem ani jednej sztuki. Nie przewiedziałem, że w tamtych czasach taniej jest wynająć człowieka z łopatą.

 

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...

Współpraca zawiązana przy okazji odśnieżarek z amerykańską fabryką MTD na szczęście nie zakończyła się po tej feralnej zimie, ale kontynuowaliśmy ją, ściągając do kraju kolejny kontener wypełniony kosiarkami do trawy. Chwila niepewności i… zaskoczyło! Kosiarki sprzedały się na pniu, a nam zza oceanu powiał wiatr w żagle, który nie przestaje nas napędzać po dziś dzień.

 

Czas najwyższy, by wyjaśnić, skąd wzięła się nazwa NAC?

Mój wspólnik prowadził działalność o nazwie American Connection. Wchodząc na nowy rynek, naturalnym wydało się nam podkreślenie rozwoju, nowego otwarcia – stąd pojawienie się przymiotnika „New” i skrót NAC, który stał się naszym brandem. Kiedy nabieraliśmy rozpędu, patrzyliśmy z optymizmem w przyszłość, nagle spadł na mnie bolesny cios – niespodziewana śmierć mojego partnera biznesowego. Zostałem sam, bez większego doświadczenia, na początku nowej drogi. Trudne chwile jednak nie załamały mnie, ale przeciwnie – bardzo wzmocniły. Poczułem ciężar odpowiedzialności, ale wiedziałem, że jestem zdany na siebie samego i muszę sprostać wyzwaniu.  Udało się, a świadectwem mojej samodzielności była zmiana nazwy na New American Concept.

Przeczytaj cały wywiad